wtorek, 5 sierpnia 2014

Nie codziennie musi być ciekawie, w końcu w życiu piękne są tylko chwile. Ale dzisiaj też jest pięknie. Uwielbiam leżeć na kocu w ogrodzie, pod wierzbą, pić kawę i pisać. Tak jak teraz. Ale nienawidzę cierpieć na brak weny, na brak możliwości tworzenia czegoś mojego, wylewania z głowy zdań, nawet samego myślenia, dzięki któremu robię jakieś postępy. Zastój spowodowany lenistwem i nicnierobieniem. Ale to tylko w takie dni jak ten. To takie piękne a zarazem tak irytujące, że czasami dochodzi do tego, że dosłownie wyrywam sobie włosy z głowy żeby się czymkolwiek zająć. Na szczęście przychodzi coraz więcej chwil, kiedy dzieje się tak wiele rzeczy jednocześnie!
Woodstock dobiegł końca. Wróciłam z tego pięknego miejsca pełna miłości i na szczęście nie marnując ani jednego dnia trzeźwości mojego umysłu. Serio, potrafię się dobrze bawić bez alkoholu, mogę to wykrzyczeć każdemu, bo mija rok, od kiedy picie aby się wstawić nie jest już dla mnie przyjemnością, wręcz przeciwnie. Ale nie o alkoholu teraz. Tegoroczny Woodstock był piękniejszy niż poprzedni. Ludzie robią wszystko, na prawdę, całą tą atmosferę robią tylko i wyłącznie ludzie, a jeżeli masz obok siebie tych odpowiednich, jesteś bogiem i możesz wszystko. Bóg też był z nami, serio. Na wyjazd z tego San Francisco udało nam się wiele wymodlić, stało się coś, co uważałam za totalnie niemożliwe.  Co to się dzieje z człowiekiem, że zamiast pić alkohol woli się na Woodstocku modlić? Nie wiem, jak o skomentować, więc napiszę: takie życie. Ale o Bogu też nie tym razem. Chcę wyrzucić z siebie resztki nienawiści i myślenie, że w życiu są rzeczy niemożliwe do osiągnięcia. Nie patrzcie na innych bo skupienie na własnym wnętrzu pozwoli wam zrobić duży krok do przodu. Kto wie, czy nie ten najważniejszy. Kochajcie się!

























Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Wszystkie komentarze dodawane na blogu będą moderowane.