środa, 2 lipca 2014

Zrealizowałam wszystko. Ostatnie dni stresu przede mną. Święty spokój.
Mam w głowie gwieździste niebo, namiot i silne ramiona obok. Boże, ile to czasu minęło, 4 lata. Połowa tego ile się znamy. Te wspomnienia. Już wiem co z nimi zrobić.
Dobra, przyszedł czas, kiedy mogę mieć w dupie wszystko, co od października było jednym z priorytetów w moim życiu. Za 3 tygodnie i kilka dni jedziemy powtórzyć przygodę życia, niech trwa w nieskończoność. Jedna już za mną, nie idealna, ale będę ją wspominać długo. Troszkę się przekonałam do ludzi, z którymi będzie mi dane obcować jeszcze przez długi czas. A o tych, z którymi przebywałam 24/7 nawet nie muszę wspominać. Boże, dziękuję, że są jeszcze na tym świecie normalne osoby, z którymi da się normalnie porozmawiać, pośmiać, poszaleć. Serio, dziękuję.