poniedziałek, 16 czerwca 2014

Ostatni dzień mieszkania w tym mieście w tym roku akademickim.Ostatnia noc w tym łóżku. Ostatni egzamin. Boże, jak się cieszę. Jednak wolę pozostać na swoim i wśród swoich a później wrócić tutaj właśnie z tymi ludźmi. Chcę mieć obok przyjaciół i mieszkać z własną siostrą. Nie chcę dzielić się problemami z obcymi ludźmi a co gorsza je tworzyć. Ten czas, który nastąpi u mnie od dnia jutrzejszego, godzin popołudniowych był ostatnio czasem najbardziej przeze mnie oczekiwanym, najbardziej upragnionym i utęsknionym. WOLNOŚĆ! NARESZCIE! Cieszę się niezmiernie najbliższym piątkiem i tym dziesięciodniowym wyjazdem, ale już pieprzyć te Wyspy Adriatyku, wolę siedzieć w domu nie robiąc nic i być szczęśliwa niż jeździć po świecie w piękne miejsca, ale z ludźmi, którzy znaczą dla mnie tyle co... nic. Także jadę już powygrzewać tą dupę na pięknych plażach i kąpać się w lazurowych morzach i oceanach, ale czekam na czas kiedy wrócę do domu! To będą prawdziwe wakacje. Nie potrzebuję do szczęścia morskiej wody i piasku.
Pomijając sprawy wakacyjne. Wczoraj minął 15 czerwca, ważna data. Rok temu byliśmy w Cieszynie, aby ją uczcić. Szkoda, że tym razem wyszło inaczej, ale obowiązki i inne pierdoły... Wiadomo.


Zawsze mówiłam, że nie mam żadnych marzeń. Ostatnio to chyba zaczyna się zmieniać, pomimo tego, że marzeniami jeszcze nie można tego nazwać, to jednak pojawiają się w mojej głowie jakieś obrazy i pomysły, różne fantazje i myśli dotyczące tego, co chciałabym robić albo mieć. Bardziej robić niż mieć i bardziej przeżywać niż posiadać - wiadomo dlaczego.
Dzisiejsze słońce wróży szczęście, chociaż nie miałam okazji podziwiać jego wschodu. Ostatnio zaliczyłam dużo tych wschodów, z kawą na moim balkonie i z notatkami w ręku. Czasami jednak fajnie jest się pouczyć - tak, mówię to serio.




Mój biorytm intelektualny jest dzisiaj na wysokim poziomie, to zobowiązuje. Muszę pomęczyć notatki z prawa i kilkakrotnie przeczytać u.o.u.t. Ale od jutra robię sobie total wakacje. Obiecuję. Zasłużyłam.