wtorek, 6 maja 2014

Przyszedł maj, taki zielony, taki słoneczny. Przyszła radość i wewnętrzny spokój.
Zauważyłam u siebie znaczną poprawę nastroju  nastawienia do wszystkiego wokół (też nie wiem, jak to możliwe, że jest jeszcze lepiej i lepiej). A na myśl o tym, że za ponad miesiąc będzie najcudowniej dzięki czerwcowi, końcówce lipca i najlepszemu na świecie początkowi sierpnia ogarnia mnie błogość, ale nieważne.
To cudowne uczucie przechadzać się w samotności po Krakowie w tak piękne, ciepłe i słoneczne dni. Spacery nad Wisłą, po krakowskim Ryku i Plantach z najwspanialszą muzyką w słuchawkach a wieczorem słuchanie muzyki bez muzyki jeszcze cudowniejszej, najlepszej z najlepszych, głosu, który mnie uspokaja i który kocham całym moim sercem i wszystkim innym co mam. Głosu najbliższej mi osoby.
Być może jutro nie będzie już tak słonecznie, ale nie obchodzi mnie to. Niech pada, uwielbiam wiosenny deszcz, czysty i ciepły.  Jutro wracam do siebie, do miejsca, które jest moim prawdziwym i jedynym domem. Wracam do was, do miłości mej, do mięciutkiego kota i najwygodniejszego łóżka na jakim przyszło mi kiedykolwiek spać. I w piątek znowu zobaczę się z całym moim światem, z ludźmi dla których w ogóle tam wracam. Pięknie.