poniedziałek, 17 czerwca 2013

Być może znalazłam swoją własną, indywidualną receptę na szczęście, której nikt nie jest w stanie mi odebrać. Nie wiem co w tym jest, ale pozwala mi na pobycie samej ze sobą, przemyślenia, złapanie oddechu. Dzięki temu czuję, że żyję! Mam też drugi sposób, który może jednak prowadzić mnie na stracenie. To niesamowicie piękne, jednak trochę się boję. Daje mi to poczucie, że mogę bardzo wiele, z drugiej strony zaś przywołuje stres i strach. Boje się, że może być jak wcześniej. Że kiedy za bardzo się w tym zagłębię, ciężko będzie oceniać rzeczywistość taką, jaka jest na prawdę. I tutaj znowu coś przeciwstawnego - bo przy tym wiem, że jednak mam jakieś marzenia. Odnalazłam swoją wizję przyszłości. Chciałabym móc ją zrealizować. Mam obok siebie wspaniałych ludzi, którzy mogą mi w tym pomóc. Nic innego nie potrzebuję. To cudowne, że nie potrzeba pieniędzy i jakichkolwiek wartości materialnych (prócz podstawowych, które są w stanie zaspokoić nasze życiowe potrzeby), aby móc się realizować. Wiem, że ciągle stoję w miejscu, ciągle mam wokół siebie jedno i to samo, a na najmniejszy postęp muszę czekać długo. Ale coś jest w tym, że każdy nowy dzień jest sam w sobie inny. Kiedy odwiedzam miejsce, które daje mi poczucie wolności, wiem, że jutro nie pozwoli mi ono o sobie zapomnieć. I ledwo je opuszczę, a znowu chcę tam być. razem z dwoma drobiazgami, które powodują, że przezywanie tych chwil trwa cale wieki.

A koncert był wspaniały! NIESAMOWITY!



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Wszystkie komentarze dodawane na blogu będą moderowane.